Wybierz swój region Wszystkie regiony Żyrardów Skierniewice Rawa Mazowiecka

Masz problem, widzisz coś, co powinni zobaczyć inni - skontaktuj się 603 755 182 lub kontakt@glossk.pl
POWRÓT

Rodzina oskarża szpital o rażące nieprawidłowości

04.12.2013 - Żyrardów - Wiadomości

Członkowie rodziny pacjentki stawiają zarzuty personelowi Centrum Zdrowia Mazowsza Zachodniego.

Skargi na działanie personelu oddziału wewnętrznego żyrardowskiego szpitala złożyła rodzina pacjentki, która twierdzi,  że doszło w nim do rażących nieprawidłowości. Czuje się oszukana przez lekarzy i za mało wiarygodne uznaje przedstawione przez nich wyniki badań.
- Już na początku pobytu kuzynki dostrzegliśmy, że jest coś nie tak. Później to się potwierdziło, kiedy pierwszy lekarz prowadzący zataił przed nami informacje o zakażeniu  – mówi pani Grażyna członkini rodziny.
Pani Mirosława do żyrardowskiego szpitala została przywieziona karetką z gorączką powyżej 40 stopni i ciśnieniem 60/40. Lekarz z karetki stwierdził zapalenie płuc. Położono ją na salę ogólną oddziału wewnętrznego. Stan pacjentki jednak się pogorszył i po kilkunastu godzinach trafiła na salę intensywnej terapii. Po powrocie na salę ogólną rodzinę zaniepokoił powieszony przy łóżku czerwony worek.
-   Zapytałam lekarza prowadzącego co to oznacza. Usłyszałam, że jest po to, by pielęgniarki bardziej dbały o moją kuzynkę. Zapytana czy chorą można dotykać stwierdziła, że oczywiście i właśnie teraz trzeba ją bardziej pielęgnować – wyjaśnia pani Grażyna.
Worek nie dawał  jednak spokoju rodzinie i następnego dnia z badania pobranego 18 listopada, okazało się, że chora ma bakterie streptococcus pyogenes (paciorkowiec ropotwórczy).
- Wtedy otrzymaliśmy informację, żeby zachować szczególną ostrożność przy dotykaniu jej, często myć i dezynfekować ręce. Dlaczego lekarz prowadzący wymyślił taką bajeczkę o czerwonym worku. Dlaczego nie potrafił wyjaśnić zniknięcia wyniku badania pobranego 16 listopada i czy kuzynka może przebywać na jednej sali z pozostałymi chorymi? Czy to nie przypadkiem zakażenie szpitalne, groźne dla pozostałych chorych? – wylicza pytania kobieta.
- Gdyby to zagrażało innym pacjentom lekarz podjąłby decyzję o odizolowaniu pacjentki. Moje służby na pewno odpowiednio by zareagowały – dotychczas nie podjęły takiej decyzji, a ja swojemu personelowi wierzę – tłumaczy Danuta Ciecierska, prezes Centrum Zdrowia Mazowsza Zachodniego.

Wyeliminować niewygodnego członka rodziny?

W pewnym momencie stan pacjentki był zły, spuchnięte nogi uniemożliwiały poruszanie, odwodnienie spowodowało osłabienie organizmu. Doszła do tego jeszcze bezwładna prawa ręka, zdaniem rodziny, uszkodzona podczas wkłuwania.  Rodzina zażądała zmiany lekarza prowadzącego, który nakłaniał chorą do wykreślenia kuzynki z listy osób upoważnionych do informowania o jej stanie zdrowia i ponownego zrobienia badań, szczególnie krwi, przez zewnętrzny podmiot leczniczy.
- Powiedziałam lekarzowi, że nie wykreślę Grażyny, bo mi bardzo dużo pomaga i mogę na nią liczyć – mówi pani Mirosława.
Zmianę lekarza potwierdza  prezes Danuta Ciecierska.
- Pacjent ma do tego prawo, ale na wejście kogoś z zewnątrz i pobranie próbek do badań nie możemy się zgodzić, bo to niezgodne  prawem. Pacjent ma prawo nie wierzyć naszym wynikom, ale jeśli proces diagnostyczny w naszym szpitalu się nie podoba  może pójść do innego szpitala – wyjaśnia prezes.
W przypadku, kiedy na wyraźne życzenie rodziny, przy braku wskazań ze strony lekarzy, ta chce przenieść pacjentkę do innego szpitala, musi poszukać go na własną rękę. Szpital pomaga w poszukiwaniach placówki tylko w przypadku , gdy lekarze uznają, że nie dają sobie rady i niezbędne jest przeniesienie pacjenta do szpitala o wyższym stopniu referencyjności.

Na paliatywny skoro nie umiera?

 Obecnie pacjentka ma już czwartego lekarza prowadzącego, a rodzina chciała zmiany tylko pierwszego  z nich. W tym także upatruje nieprawidłowość.
- Jakby się czegoś bali, przerzucali na siebie odpowiedzialność – mówią zgodnie jej członkowie.
Przekonani są, że tylko dzięki ich  interwencji lekarze podjęli odpowiednie działania m.in. podali krew.
- Po niej mama dostała jakby drugie życie, wcześniej jedną nogą była na tamtym świecie. Usłyszałem nawet od lekarza: pana mama umrze – mówi syn Jarosław.
Były także próby przeniesienia jej, bez wiedzy rodziny,  na oddział paliatywny.
- Nie pozwoliliśmy na to. Przecież mama nie jest już umierająca – mówi pan Jarosław.
Teraz jest już lepiej, choć noga i ręka nadal nie są sprawne. Rodzina czeka na wyniki badań pobranego wycinku.
- Wszystko wskazuje na to, że idą w kierunku nowotworu, ale szpital onkologiczny nie może jej przyjąć bez ostatecznej diagnozy. Wspomniano o wypisaniu jej do domu, ale niech najpierw lekarze zajmą się jej ręką, nogami i postawią ją na nogi. Od samego początku, całe leczenie było pełne podejrzeń, a przecież nie może być tak, że człowiek boi się iść do szpitala – podkreśla kuzynka chorej.
Dużo spokojniej podchodzi do sprawy Danuta Ciecierska.
- Rozumiem walkę członków rodziny o dobro pacjentki, ale trzeba spokojnie porozmawiać z lekarzami i zdobyć odpowiednią wiedzę na temat procesu diagnostycznego – mówi.
md

Komentarze

Felix 11.12.2013 Zgłoś naruszenie
Macie szpital Wilka sami go wybraliście na kolejną kadencje więc nie płaczcie !!!!!